Moja historia dlaczego akurat oldschool’owy VW? By Borewicz

Moja historia dlaczego akurat oldschool’owy VW? By Borewicz

Halo, halo! Ale Borewicz przecież nie tłukł się tymi szwabskimi maszynami ze znaczkiem VW  w atrapie chłodnicy. Tfuuuu! grillu! A no nie, ale powiedzmy, że ja to jestem taki Borewicz. co polonezem nie jeździł.

Moje pierwsze spotkanie z VW? Gdzieś w pierwszym roku mojego życia. Z opowiadań mamuśki wiem, że przejażdżki jako płód nie służyły mi zbytnio. Kopanie dawało jej bardziej popalić niż jazda obecnie na glebie. Ale to winowajczynią była Simca 1308 GT. Żabojad z 78 roku nie przypadł mi do gustu. Tak na boku muszę powiedzieć, że bogato wyposażona w elektrykę szyb, wspomagania, szyberdachy wycieraczki na reflektorach i inne smaczki. No ale, że żaba się psuła a do Wa-wy do salonu daleko, to Rysie postanowili, że noworodka ze szpitala przywiozą w czymś niemieckim. I tak oto w foteliku Recaro w roku 90 –tym wróciłem do domu VW Golfem C z roku 1982 z majzlem pod maską. Tak zaczęła się moja historia z VW. Troszkę tam mnie podchowali rodzice i pierwszy strzał na kliszy padł.


Mimo, iż jedyneczka spisywała się bardzo dobrze i objechała Niemcy nie raz, nie dwa a kilkanaście to w ręce „Ambasadora” wpadło mk2 w wersji Memphis z 88 roku również z silnikiem 1.6D. Młode auto bo niespełna 5 letnie służyło wiernie do 2005 roku. I tu już moja pamięć bardzo dobrze odczytuje fakty związane z mk2. Pierwsze „bączki” na parkingach i pierwsze jazdy na kolanach. Ufff jaki ja stary. No to strzelmy fotę z tego okresu.

Lecimy dalej? No co wy! Jeden VW w tym okresie w domu to za mało. Czas na coś dużego i białego. VW Bus D. Silnik już każdy zgadł – tak to dalej 1.6 D. Parę pamiętnych podróży nad morze zapadło w pamięci. Nie wiem czy się dopatrzycie ale w piaskownicy trzymałem poloneza por. Borewicza w odpowiedniej oczywiście skali.

Tak sobie Sławek dorastał spokojnie, a w międzyczasie przewijały się jakieś tam plastikowozy typu mk3 czy B5, aż do czasu zrobienia prawka. Nachodziło mnie bardzo a to bardzo na jedynkę tą z pierwszego zdjęcia. Użytkował ją w tym czasie dalszy sąsiad. Była zmęczona już czasem i po trzeciej wymianie podszybia. Niestety sąsiedzi nie chcieli jej sprzedać a ja rozglądałem się dalej. I tak trafiłem na mojego oldschoola w dziale „Spotkałem widziałem zabytkowe auta”, w którym to jeden z użytkowników zamieścił zdjęcie starszej Toyoty a w tle beżowej jedynki. Troszkę się poprzyglądałem i bez użycia Google Maps zlokalizowałem ten wóz. I tak zaczęła się długa historia z odkupieniem go. Trwała od października 2009 do marca 2010. Wyczekane auto kupiłem za przysłowiowe 1000zł. Sprowadzone do Polski w 2008 roku przy przebiegu 107 tys. kilometrów. Tak stało i czekało na mnie do 2010 roku. I w tym momencie zaczęła się moja historia z beżowym golfem w wersji CL z 1982 roku.

Jako, że od dziecka ciągnęło mnie do mechanikowania, tak wszystkie dłubaniny przy golfie wykonuje sam, bądź z osobą, która mnie do świata Volkswagenów wprowadziła – tatą. Po zakupie golf, mimo iż dojechał o własnych siłach, wymagał wielu prac. I tak od marca 2010 ciągle przy nim dłubie i próbuję doprowadzić go do stanu używalności. Od zakupu przewinęły się już dwie jednostki napędowe a obecnie komora czeka na trzeci już z kolei motor. W międzyczasie obniżyłem zawieszenie i zakupiłem aluminiowe felgi BBS RM.

To takie dwa elementy z całej układanki, które w połączeniu z resztą golfa, nie pozwalają mi na przejście obojętnie koło niego. Moją pasją zaraziłem mamuśkę i tatę. W trudnych chwilach ( przy odkręcaniu zardzewiałych śrub szczególnie) wspierają mnie duchowo a czasem i materialnie. Dlatego też dla nich składam serdeczne podziękowania. Na koniec dodaję parę fotek jak auto wyglądało i wygląda za mojej kadencji.
I zapomniałbym – piąteczke przybijam całej ekipie vw-oldschool za wiele rad i super towarzystwo. Podziękowania również dla matki, żony i kochanki 😛

Opis auta na forum.

Galeria

1 Comment on “Moja historia dlaczego akurat oldschool’owy VW? By Borewicz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*