Moja historia dlaczego akurat oldschool’owy VW? By Siuta

Chciałoby się rzec, że moja miłość do oldschool’owych VW zaczęła się na długo przed moimi narodzinami. Dziadek przyjaźnił się z Giugiaro, babcia jeździła Karmann’em Ghia, a ja sam zostałem poczęty w Golfie pierwszej generacji. Niestety, samochód, który posiadam nie został mi darowany w spadku po wujku lub ciotce z Niemiec.

Moje początki wchodzenia w świat motoryzacji mogą przypominać, lub być identyczne z waszymi. Pierwszym pojazdem, którego kierowcą się stałem, był moskwicz na pedały. Potem, gdy rodzina zjeżdżała się na święta, wujo na wiejskiej drodze brał mnie na kolana i kazał kierować. Natomiast ciotka, zmęczona jazdą w mieście, pozwalała zmieniać biegi z miejsca pasażera. Gdy hormony zaczęły buzować podkradałem kluczyki rodzicom i śmigałem po parkingu (i nie tylko) dopóki nie wydali mnie sąsiedzi. W mojej rodzinie nikt nie posiadał Volkswagena. Mój pierwszy kontakt z Golfem Mk1 miał miejsce na ulicy Poniatowskiego, gdzie jadąc zagazowaną dwulitrową Vectrą A zostałem zawstydzony i zmieszany z błotem przez trzydrzwiowe 1,5 na gaźniku z emblematem GTI na klapie bagażnika. Dokładnie to auto po pewnym czasie stało się własnością mojego brata. Po małym fiacie i beemce przyszedł czas na zagazowanego VW, który miał mu służyć jako tanie wozidło do szkoły.

Oszołomieni wyjątkowością tego auta, śmiało można rzec – zakochaliśmy się. Wkrótce sprawiłem sobie własną Jedynkę, po którą przejechałem ponad 700km w jedną stronę. Było to szczepione czterobiegowe 1,8 na pierburgu 2E z A grupowym wydechem. W mieście robiło robotę, na trasę trochę męczące.

Z biegiem czasu te 100 parę koni przestało wystarczać. Postanowiłem zmienić silnik i znaleźć jeżdżącego dawcę, wybór padł na zdrowego Passata b4 z abf’em. Jeździło mi się nim wyjątkowo dobrze i przez to nie śpieszyło do przekładki. W międzyczasie kupiłem zdrowiutkiego czerwonego Mk1, a granatowy został sprzedany. Posiadaczem kolejnego Golfa stałem się w momencie, gdy brat skasował mi Passata. Jego była, a moja nowa Jedynka dostała silnik 1,8 z Mk3, który z uwagi na gorsze osiągi od fabrycznego JB finalnie zmieniłem na oszczędną jednostkę 1V (1,6 td). Golf dostał nowy lakier, felgi oraz masę innych części. Po pewnym czasie również i on został sprzedany.

W przeciągu kilku lat uratowałem parę sztuk przed złomowaniem i znalazłem im nowych właścicieli, niekoniecznie na nich zarabiając.

Złożyłem również ciekawy egzemplarz (przynajmniej tak mi się wydaje), którym poruszam się na co dzień. Nigdy mnie nie zawiódł, przewozi mnie od zlotu do zlotu nie tylko po to by się nim pochwalić, lecz w większej mierze aby spotkać się z resztą zapaleńców.

Poruszając się Golfem nauczyłem się sporo o mechanice, blacharce i lakiernictwie. Nawiązałem nowe znajomości. Swoją pasją zarażam innych ludzi. Lubię „te” spojrzenia i wskazywanie palcami gdy przejeżdżam ulicą. Miny wyprzedzanych kierowców w najnowszych samochodach, które za mną zwyczajnie nie nadążają. Albo gdy zaczepia mnie ktoś na stacji benzynowej (nie tylko po to by dać mi mandat za wystające koła) i wypytuje z podziwem i niedowierzaniem ile ma lat, jak się nim jeździ i co przy nim zrobiłem.

Starsze auta bardziej mi się podobają, mają to „coś”, ten magnetyzm. Dlaczego akurat oldschool’owy VW? Może cenię go za prostotę – mając trzy klucze i śrubokręt można rozebrać prawie cały samochód. Na pewno za piękno – linia nadwozia nigdy mi się nie znudzi. W stu procentach za ludzi, których spotkałem i spotykam dzięki mojej pasji.

3 Comments on “Moja historia dlaczego akurat oldschool’owy VW? By Siuta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*