Moja historia dlaczego akurat oldschool’owy VW? By Wojtekq

Moja historia dlaczego akurat oldschool’owy VW? By Wojtekq

Wszystko się zaczęło gdy miałem kilka latek i interesowały mnie raczej autka na bateryjki i mój rowerek, a o prawdziwej motoryzacji nie miałem zielonego pojęcia.

Plan zakupu samochodu osobowego pojawił się gdzieś w połowie 1990 roku. gdyż poczciwy Żuk nie bardzo nadawał się jako auto na co dzień i do podróży z dwójką małych dzieci.
Było kilka wariantów: nowy maluch, kilkuletni duży fiat, polonez lub coś zagranicznego. W tym czasie był u nas krewny z RFN i powiedział, że ma do sprzedania ładnego, żółtego Golfa pierwszej generacji, w wersji CL z 1982 r. 1,5 benzyna, z przebiegiem ok. 200000 km. Po negocjacjach, dziadek z tatą zdecydowali się na zakup Volkswagena – wart był on wtedy 1,5 nowego malucha. Były pewne obawy jak to będzie z serwisem, częściami i czy nie będzie się psuł. Krewny z Niemiec zachwalał, że to auto to będzie na pokolenia – miał rację 🙂
22 lutego 1991 Golf przyjechał do nas, zimowa 900 km trasę z Osnabrucka do mojego domu. Pokonał ją bez problemu. Auto jak na tamte czasy było „wypasione”: skajowe, rozkładane przednie fotele, składana tylna kanapa, ekonomiczny, zrywny silnik i ten bardzo charakterystyczny żółty kolor, a na bokach czarne pasy a’ la GTI – do dziś wyróżnia się w mojej okolicy. Przesiadka z Żuka do VW była niesamowitym wrażeniem. W bagażniku był zestaw startowy, tzn. filtry, paski, rolka i duża metalowa bańka Castrolu GTX – wtedy nie wiadomo było, czy będzie można to kupić w Polsce, a jeżeli już to za ile?
Auto zostało oclone i zarejestrowane. Jeździł nim głównie mój tata. Nigdy nie przekroczył nim 110 km/h – nawet na autostradzie. Golfik był w miarę zadbany, serwisowany na czas, ale niestety jak to w gospodarstwie bywa musiał przewieść to czy tamto, (przez co troszkę sfatygowane są fotele) pokonać polną drogę. Mimo czasem ciężkich warunków nigdy nie zawiódł i nie był holowany. Zawsze dojechał do domu i nie miał tez żadnej kolizji. Dzięki swojej wiernej służbie nie został sprzedany ani zezłomowany. Jedyną wadą od samego początku było świecenie i piszczenie kontrolki oleju, mimo, że ciśnienie było prawidłowe. Żaden ówczesny, okoliczny magik mechanik, nie mógł poradzić sobie z tą usterką. Olej świeci czasem do tej pory ale na szczęście już nie piszczy.
W 2006 roku zdałem prawo jazdy i chciałem mieć swoje własne 4 kółka, a rodzice akurat chcieli kupić coś nowszego i obiecali mi, że podarują mi Golfika – czekałem na ten moment z niecierpliwością.


W lutym 2007 zakupiony został golf IV, a jedynka była już moją własnością. Zaraz po przejęciu Golfa został zrobiony remont blacharski: tylne nadkola, progi i drobne parchy. Został solidnie zakonserwowany, zregenerowałem głowice i wymieniłem sprzęgło oraz gaźnik, ponieważ stary pierburg nie nadawał się już do niczego. Wszystkie naprawy staram się wykonywać sam i przynosi mi to niesamowitą satysfakcję. Na samym początku jak byłem jeszcze młody i głupi chodziły mi po głowie pomysły tuningu optycznego i jakiegoś swapu. Na szczęście Golf został taki jaki był – oryginalny. Owszem, jest w nim kilka rzeczy niefabrycznych, zrobionych dla własnej wygody, np.: skrzynia biegów 5 biegowa z MK2, gaźnik z Fiata 125p, wałek rozrządu z GTI , sprzęt audio, siedzisko fotela kierowcy czy dodatkowe zegary VDO.
Dziś mój Golf ma 31 lat, 390000 km. i dzięki mojej i taty dbałości, auto świetnie jeździ i przyzwoicie wygląda. Jak każde stare auto wymaga jeszcze sporo pracy,ale myślę, że powoli się braki się pouzupełnia (listwy, kliny), połozy ładny, jednolity lakier, zregeneruje wnętrze, ogarnie komorę silnika i być może Golf doczeka następnego pokolenia. Coraz więcej ludzi zagaduje skąd mam taki samochód, że fajny, zadbany, czy nie chciałbym go sprzedać? – I to mnie najbardziej cieszy, że zwraca na siebie uwagę.
Zamiłowanie do tego auta wzięło się raczej z sentymentu i przywiązania do niego, 2 lata temu trafiłem na necie na stronkę vw-youngtimer.pl, później na vw-oldschool.pl – zarejestrowałem się i po lekturze treści tej stronki trochę inaczej spoglądam na swój samochód – nie na jak zwykły samochód na co dzień, ale jako fajny oldschoolowy wóz, który ma rzeszę swoich fanów.


Bardzo chciałem jechać na zlot, zobaczyć jak to jest pokazać swój samochód i zobaczyć inne. W końcu na 30 urodziny mojego auta w lipcu 2012 pojechałem na zlot Pyrka 2.Później byłem na zakończeniu sezonu w Krakowie. Miałem pewne obawy jak to będzie, jak będę przyjęty i czy sprzęt da rade? Ale po dotarciu na miejsce poznałem miłych, sympatycznych i pozytywnie zakręconych ludzi, z którymi miło spędziłem czas w super atmosferze. Z niecierpliwością czekam na kolejne spotkania

WOJTEKQ

1 Comment on “Moja historia dlaczego akurat oldschool’owy VW? By Wojtekq

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*