Przygód kilka… cz. 2

Przygód kilka… cz. 2

Wszystkim spragnionym kolejnych informacji „z drogi” do Barcelony nie będziemy kazali dłużej czekać. Oddajemy w Wasze ręce drugą część opowieści Mcolda. Część pierwsza tutaj

Po drodze chwila wytchnienia- niestety nie w Wolfsburgu ale w Hannoverze, gdzie również nie brakuje ciekawostek, m.in. zmechanizowana konewka.

Holandia

Oto i Ona, kwiatami tulipanów upstrzona…
Holandia, a w jej sercu Amsterdam z jedną z najsłynniejszych dzielnic Czerwonych Latarni, ale też i charakterystycznych budowli m.in. wiatraków, które na obrzeżach miast wyrastają nad polami zasianymi różnokolorowymi tulipanami. W samym Amsterdamie mnóstwo rowerów, niektóre wyglądały tak jakby właściciele o nich zapomnieli, co na pewno nie powinno dziwić ze względu na słynne kafejki w których można spróbować nie tylko dobrej kawy lub czekolady 🙂
Następny cel podróży to Belgia, a dokładniej jej stolica, Bruksela.

Belgia

Na camping w Brukseli dotarliśmy bardzo późno, ze względu na bardzo piękną starówkę, której w nocy pięknie oświetlonej, nie chciało się opuszczać. Camping usytuowany na obrzeżach miasta nie zachwycił oczekiwanym po długiej podróży luksusem, a już na pewno nie zachwycił nas Pan właściciel, który na owym campingu obsługiwał również znajdujący się tam bar. Pan był już dość zmęczony i to nie tylko obsługą gości 😀

Mimo to ze względu na późną porę rozbiliśmy namiot i poszliśmy spać. Następnego dnia obraliśmy cel na francuski Paryż.

Paryż

Bez większych przygód docieramy do Paryża i szczerze muszę przyznać w tym miejscu, że choć posiadam umiejętność poruszania się pojazdem czterokołowym, to na pewno brakuje mi aż takiej fantazji jaką trzeba mieć w Paryżu by nie stracić lusterek. Nam oczywiście się udało ale zawdzięczamy to tylko bardzo żółwiemu tempu. Rondo przy Łuku Triumfalnym wspominamy do dzisiaj, bo o ile bez większych problemów udało się na nie wjechać o tyle by zeń zjechać oprócz standardowego kierunkowskazu Aga musiała użyć przekazu niewerbalnego machając ręką 🙂
Paryż oczywiście jest czarujący ale by zobaczyć wszystkie atrakcje, które ma do zaoferowania przyjezdnym potrzeba przynajmniej dwóch tygodni. My tyle nie mogliśmy przeznaczyć, więc zwinnym krokiem ruszyliśmy na słynną Eiffel Tower i Katedrę Notre Dame.

Następnie po trudach miejskiej przeprawy udajemy się na obrzeża Paryża, by odpocząć w bajkowym świecie.

Nie zachęcam do podróży w tym kierunku osób z dziećmi, gdyby ktoś oceniał w tym miejscu rodziców pod względem traktowania swoich dzieci, to myślę, że spora ich część mogłaby stracić prawa rodzicielskie. Krzyk, płacz, tupanie lub przeraźliwy wrzask to normalny widok rodziny udającej się w kierunku wyjścia i olbrzymiego parkingu. Ja także próbowałem i mi się nie udało ale obyło się bez wrzasków i płaczu…może trochę tupałem ze złości 🙂

Powyżej zdjęcia miejsca które wywołuje najwięcej przykrości, gdy nie możesz zabrać wszystkiego co możesz tam zobaczyć.

Barcelona

Następnie zmierzamy już w kierunku naszego celu podróży…Barcelona…słońce, morze, złocisty piasek plaż 🙂

Korzystaliśmy z campingu tuż przy samej plaży na obrzeżach Barcelony, miejsce naprawdę sprzyjało wypoczynkowi, a i na dojazd do centrum nie można było narzekać.

Barcelona, podobnie jak Paryż jest miastem, które wymaga poświęcenia przynajmniej dwóch tygodni by zobaczyć wszystkie swe uroki, my również nie mogliśmy aż tyle poświęcić temu miastu, więc zobaczyliśmy to co koniecznie trzeba.

Gdy już nastał czas powrotu, obraliśmy trasę poprzez górzysty teren Prowansji, dzięki czemu doświadczyliśmy przepięknych widoków.
Mieliśmy też szansę zasmakować śniadania nad brzegiem strumyka

W dalszej części podróży także nie brakowało ciekawych widoków

Bardzo dziękuję za uwagę, to już koniec krótkiej opowieści długiej trasy!

Galeria

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*