Przygód kilka…cz. 1

Przygód kilka…cz. 1

Kontynuujemy serię wpisów z kategorii Podróże z vw-oldschool.pl. Tym razem głos zabrał osobnik znany jako Mariusz,  Mcold, vel. iloveopel. Mariusz zasłynął zorganizowaniem pierwszego zlotu vw-oldschool.pl ever, który odbył się w 2012 roku w Zamościu.

Oddajemy mu głos!

Było to nie dawno tak, ale wtedy jeszcze Simsona nie… nie znał Szpak.

Mianowicie trzy lata temu rozpoczyna się przygoda z autem, które marki jest Volkswagen, a modelem w wersji Golf Kabrjolet, ale nie przeczytasz tu Drogi Czytelniku informacji o sponsorach wszelkiej maści, bowiem wsparciem dla całego przedsięwzięcia tego jakże szalonego jest tu karta kredytowa, której limit przy końcu tej przygody, skończył się jak literki w tym opowiadaniu.

Przygoda rozpoczyna się w mieście Lublin, skąd źródło Perły bieg swój zaczyna, a bohaterami jestem Ja oraz moja Dziewczyna. W główkach naszych plan się zrodził co by nas z codzienności wyrwał i oswobodził. Tak celem stały się piaszczyste plaże Barcelony, a że zachłanność była duża na cel wzięliśmy również inne ciekawe miejsca, które po ustaleniach trasę ukształtowały tak:

…a w liczbach blisko 6 tyś. kilometrów, podczas których autko nie zjadło prawie nic oleju, i prawie tyle samo tysięcy złotówek, które wspominamy tak samo miło jak całą tą przygodę.

Przygotowania

Na początku warto  się przyznać, że w chwili gdy podjęliśmy decyzję o wyjeździ auto było w moim posiadaniu od roku, podczas którego wymieniłem tylko podstawowe podzespoły czyli filtry, paski, płyny. Jeśli ktoś chce mnie zapytać jakie przygotowania podjąłem przed wyjazdem to śmiało odpowiem, że poza zabraniem dodatkowego litra oleju nie zrobiłem nic. I choć dzisiaj już bym tego nie powtórzył, to tamtej jakże lekkomyślnej decyzji nie żałuję. Chociaż model Volkswagena Golf Kabrjolet do pojemnych nie należy to z całą pewnością takiej cechy odebrać temu modelowi nie można o czym zaświadcza również podróż kolegi z forum nigol_jom.

Zatem po spakowaniu produktów spożywczych oraz biwakowego niezbędnika byliśmy gotowi do drogi. Podróż wyznaczały adresy pól namiotowych zawartych w przewodniku Pascala „Europa”. Pierwszym celem został ustanowiony Berlin z charakterystycznym Ampelmannem.

Berlin
Dojazd do Berlina prowadzi oczywiście wspaniałą autostradą, w dodatku bezpłatną ale jakże ciekawą, bo wyłożoną płytami. Muszę się Wam przyznać, że jako laik (ale mimo to trochę odpowiedzialny) zaniepokoiłem się odgłosem który wydawało auto spod swych kół w chwili gdy przejeżdżaliśmy po łączeniach owych płyt- dzisiaj już wiem, że to było właśnie tego przyczyną, w tamtym czasie musiałem się zatrzymać by sprawdzić czy wszystko w porządku.
Nie będę chyba zanudzał Was zbędnymi opisami tego miasta, które możecie wyczytać w niejednym przewodniku, zwiedziliśmy centrum Berlina z charakterystyczną Bramą Brandenburską, gmachem Reichstagu i Wieżą Telewizyjną, nie zabrakło też widoków na pewno częstszych niż w naszym kraju…

…po czym ruszyliśmy dalej na zachód.
Następny cel podróży to Amsterdam.

6 Comments on “Przygód kilka…cz. 1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*